Podobnie, jak mniej wymuskany niż na ekranie James Bond w powieściach Iana Flaminga, tak i Święty Mikołaj znany nam dziś odbiega od swojego pierwowzoru.
Pierwotny Święty Mikołaj był związany z chrześcijaństwem. Żył na przełomie III i IV wieku naszej ery i był biskupem na terenach dzisiejszej Turcji. Odziedziczył majątek po zmarłych bogatych rodzicach i rozdawał go potrzebującym, biednym mieszkańcom Miry. Dzieciom zaś przynosił zabawki.
Przynosił także worki z pieniędzmi. Według jednej z legend, pewien ojciec chciał wysłać swoje córki na ulice, by zaczęły zarabiać. Jednak zanim to się stało w nocy przez komin odwiedził ich biskup Mikołaj z Miry z workiem pieniędzy, ocalając córki.
Legenda hojnego Mikołaja z Miry obiegła sporą część Europy. Dziś wielu uznaje Świętego Mikołaja z Miry za patrona dzieci, żeglarzy, ludzi biednych, panien bez posagu. Podobno jest on także patronem Rosji, Berlina, Bydgoszczy i Chrzanowa.
Wspomnienie Św. Mikołaja w kościele katolickim przypada na 6 grudnia i stąd pojawił się zwyczaj obdarowywania prezentami tego dnia w Europie jako prezentami od Św. Mikołaja. Najmocniej tradycja utkwiła w Holandii – a to bardzo ważne. Holandia bowiem, która zajęła później w 1624 r. wyspę Manhattan, stworzyła tam holenderską osadę – Nowy Amsterdam – (przemianowaną później na Nowy Jork) i wniosła tradycję św. Mikołaja do USA.
Ale przełom nastąpił w 1823 roku, kiedy amerykański pisarz Clement C. Moore opublikował wiersz pt. „Wizyta Świętego Mikołaja” na łamach lokalnej prasy. Mikołajowi z holenderskiej legendy, odwiedzającego domy przez komin z prezentami na plecach, pisarz dodał sanie i zaprzęg reniferów. Przesunął także datę jego odwiedzin – z nocy pomiędzy 5 a 6 grudnia, na Wigilię.
Wiersz Clementa C. Moora w 1931 roku podchwycił specjalista od reklamy Haddon Sunblom, który szukał pomysłu na kampanię Coca-Coli. Świętego Mikołaja przedstawił jako wesołego, otyłego staruszka z białą brodą, takiego jakiego znamy dziś. Ten wizerunek Św. Mikołaja przedstawia nam w swoich reklamach Coca-Cola od prawie 100 lat. Taki Mikołaj jak widać spodobał się Amerykanom i przyjął się jako nieodłączny element Świąt Bożego Narodzenia.
Mam nadzieję, że ta historia wciągnęła Cię tak, jak mnie. Przypomina mi o wadze historii, która w świecie marketingu, mocno opartym na danych i narzędziach, potrafi w niezwykły sposób wpływać na wyniki biznesowe i tworzyć kulturę. Ciekawa historia opowiedziana tam, gdzie konsument wchodzi w dialog z marką, robi różnicę pomiędzy niechcianym marketingiem, a czymś wciągającym i ważnym.
Życzę Ci, aby i Twoja marka zbudowała swój świat, a także budowała nasz na lepszy i ciekawszy.
Piotr Górecki.